folk metal bialy vitez

Biały Viteź, jeden z nielicznych przedstawicieli muzyki okołofolkmetalowej w Polsce, nie powstał co prawda wczoraj, ale można powiedzieć, że dopiero teraz wypływa na szersze wody, powracając ze świetnym materiałem wydanym jako split z kultowym Gravelandem. W związku z tym zapytałem Wojmira o kilka kwestii związanych z jego zespołem, a po odpowiedzi zapraszam do lektury.

 

FolkMetal.pl: Witaj. Na początek pozwolę sobie pogratulować stworzenia naprawdę udanego materiału – czegoś takiego chyba brakowało w Polsce, nie sądzisz? Tuzy polskiego pagan metalu stawiają raczej na agresję, technikę – mam tu na myśli North, Abusiveness czy choćby Saltus. Wy jako jedni z nielicznych poszliście w rejony, które popularne są głównie na wschodzie. Z czego według ciebie wynika fakt, że mało kto tu bawi się w pagan metal z ludowymi podbarwieniami? Wszak taki mariaż w tym gatunku wydawałby się naturalny?

 

Wojmir: Witam. Cieszę się, że split się podoba. Rzeczywiście ciężko jest znaleźć zespoły tego typu w naszym kraju. Co do czołówki polskiej sceny pagan, to chłopaki grają taką muzę jaką lubią i nie patrzą się czy to się sprzeda, czy jest na to luka i popyt czy nie. Dalej śpiewają w ojczystym języku przywołując chwałę dawnych dni tylko w mocniejszym wydaniu. Na wschodzie jest dużo zespołów łączących metal z folkiem i z tej masy można wybrać kilka ciekawych zespołów, nie mówiąc już o takich weteranach jak Temnozor czy Nokturnal Mortum. Na temat zabawy w folk metal i pogaństwo nie będę się wypowiadał, bo interesuje mnie to tyle, co relacja mszy z Watykanu. Jeśli chodzi o poważne podejście i zajęcie się tematem to niestety mało u nas ludzi zaangażowanych w porównaniu do wschodnich sąsiadów. W Rosji czy na Ukrainie widać większe poczucie patriotyzmu u młodych ludzi, dzięki czemu w muzyce łatwiej o elementy etniczne (rodzime), bo na tym to wszystko polega. Jeśli nie jesteś dumny z historii tych ziem, ze swojego pochodzenia, nie szanujesz krwi swoich przodków, gardzisz kulturą i wolisz poddawać się obcym wpływom to nie pozostaje nam nic innego jak wpisać cię na Czarną Listę Folk Metalu he, he, he. My jesteśmy zespołem wychowanym na tradycjach Black Metalu i nie mamy za wiele wspólnego z nurtem zwanym Folk Metal reprezentowanym przez zespoły śpiewające, co drugi kawałek o piciu piwa.

 

F: No i tu się zgadzamy. Niestety masa tak zwanego folk metalu, zwłaszcza z Zachodu, ale nie tylko, potrafi jedynie bawić się w biesiady, napinanie mięśni i inne trolle, za bardzo nie mając pojęcia o folklorze jako takim, a co dopiero mówić o jakimś głębszym zaangażowaniu. Dlatego ja rozwój tego rodzaju muzyki widzę w kierunku jaki zaobserwować można właśnie na wschodzie. Z tym się wiąże moje kolejne pytanie – Biały Viteź jest na wskroś „słowiański”. Tymczasem dość powszechne w „pagan metalu” jest użytkowanie germańskiej czy nordyckiej stylistyki, również przez zespoły słowiańskie. Dla mnie to lekka paranoja. Zastanawiające jest, z czego to wynika – bo nie o każdym można powiedzieć, że z chęci zarobku i zdobycia popularności, a „wspólne dziedzictwo” mnie nie przekonuje, zwłaszcza, że tacy ludzie często mówią o poszanowaniu własnej kultury i tak dalej, a jednak stawiają na obcą. Jakie jest wasze zdanie?

 

W: Od razu powiem, że wypowiadam się za siebie a nie za cały zespół, gdyż każdy z nas ma swoje zdanie, choć zgadzamy się oczywiście w najważniejszych kwestiach. Kiedyś bardzo mnie irytowała moda na wikingów, kosztem naszej własnej spuścizny. Jeszcze u wschodnich sąsiadów mogę to zrozumieć, gdyż Ruś, jako państwo, powstała właśnie dzięki wikingom. U nas tak naprawdę nie ma zbyt wielu zespołów, które grają Viking Metal. Chyba tylko Norden tak się określał. Wiele kapel za to, używa symboliki nordyckiej, a to już łatwiej zrozumieć, gdyż o wiele prościej dokopać się do czegoś na temat kultury wikingów niż Słowian zachodnich. Nie razi mnie to zbytnio, każdy potrzebuje możliwości wyrażenia swojego pogaństwa, choćby po przez użycie run czy młota Thora, choć żal trochę, że ludziom się nie chce zainteresować własną przeszłością, do której o wiele trudniej dotrzeć. Trzeba się naprawdę postarać i poświęcić sporo czasu żeby z tych skrawków informacji, które pozostały po naszych przodkach, uzyskać jakiś wyraźny obraz i jeszcze go odpowiednio zinterpretować. Właśnie ta mgła tajemnicy i zapomnienia, unosząca się na słowiańszczyzną, daje bardziej mistyczny klimat niż dla przykładu mitologia grecka podawana w formie bajkowej w szkołach albo skandynawska, okradziona z klimatu przez komercyjną kinematografie. Dla przykładu film „Thor”, gdzie strażnik Asgardu przesadził z solarium, no chyba, że film, poprzez obsadzenie w roli Heimdala, czarnoskórego aktora, miał ukazać aktualny problem krajów skandynawskich, gdzie liczba rodowitych mieszkańców w niedalekiej przyszłości będzie mniejsza niż liczba „gości”. Mnie akurat przekonuje idea „wspólnego dziedzictwa” gdyż nie jestem w stanie obalić tezy o nim. Porównaj sobie panteony głównych bogów Grecji, Rzymu, Celtów, Słowian, Bałtów i Germanów. Co nie zmienia faktu, że zastąpienie swojego dziedzictwa sąsiednim, bardziej modnym itd., nie jest pozytywnym zjawiskiem, aczkolwiek nawiązywanie czasem do pokrewnych kultur nie wydaje mi się wielkim problemem.

 

F: Cóż, to temat na dłuższą rozmowę, ale zauważyłeś ważną rzecz – czym innym jest nawiązywanie, a czym innym zastępowanie i ja osobiście widzę o wiele więcej tego drugiego. Ale zmieńmy nieco temat – bardzo podoba mi się nawiązanie w symbolice zespołu do tradycji piastowskiej. Wielu tzw. „pogan” posuwa się do odrzucenia kultury polskiej po 966 roku uznając ją za „skażoną” i tak dalej. Dlatego króciutko – twoja opinia na ten temat i przy okazji – na temat kondycji Rodzimowierstwa w Polsce, o ile można w ogóle o takiej mówić?

 

W: Proces powstawania naszego państwa rozpoczął się na długo przed 966 r., a chrzest Polski był decyzją polityczną. Nadal 80 % Polaków, (jeśli można ich już tak nazywać) była wierna rodzimej wierze. Na wsiach do XVIII wieku wiara przodków była ciągle żywa. Z resztą, chrześcijaństwo na terenach słowiańszczyzny musiało wchłaniać elementy pogańskie, gdyż były one tak mocno tu zakorzenione, że przetrwały one w chrześcijaństwie do dzisiejszych czasów. Teraz to wszystko jest poniekąd częścią naszej kultury. Naszym zadaniem, jako rodzimowierców, jest wydobycie z otchłani zapomnienia tego, co dla nas cenne. Proces niszczenia trwał 1000 lat, ale nie można nagle 1000 lat wymazać z historii. Lepiej pokazać, że mimo 10 wieków nadal są ludzie wierni dawnej religii. Odradzać ją powoli, z pokolenia na pokolenie. I wcale nie uważam, że to, aby Polska była pogańska ustawowo, jak teraz jest chrześcijańska, jest najwyższym celem. Polska powinna być silnym, suwerennym krajem bez mieszania religii w politykę. Mamy XXI wiek i trzeba się dostosować do czasów i obecnych problemów. Wiara niech pozostanie osobistą sprawą każdego z osobna. Co do samego ruchu rodzimowierczego w Polsce, nie będę się wypowiadał, gdyż od kilku lat nie siedzę w temacie organizacji neopogańskich.

 

F: Zejdźmy do bardziej przyziemnych spraw. O ile się nie mylę, Biały Viteź powstał niejako „na gruzach” Archandrii. Co się stało z tamtym projektem i jak doszło do powołania do życia Białego Vitezia?

W: Archandrja jakoś tak naturalnie i stopniowo uległa rozpadowi. W między czasie zaangażowałem się w projekt Wilk. Jednak postanowiłem powrócić do Archandrii, jako jednoosobowy projekt. Zmieniłem nazwę na Biały Viteź, gdyż Archandrja to były trzy osoby, między innymi Wened, który miał dość spory wkład w działalność zespołu, a teraz miałem być jedynym członkiem zespołu gdzie nazwa oznacza grupę dzielnych wojów, trochę dziwnie. Poza tym zmieniła mi się trochę koncepcja na granie gdyż zacząłem zajmować się folkiem, który miałem zamiar wpleść w muzykę metalową.

 

F: No właśnie – na splicie bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie utwór „Gdzie umiera dzień”. Planujecie nagrać więcej takowych? A może jakiś oddzielny album czy projekt z taką muzyką?

 

W: Na pewno, na naszych kolejnych materiałach będą się pojawiać podobne kawałki. Na osobny, folkowy projekt nie ma, co liczyć. Brak czasu na to nam nie pozwoli. Całkowicie folkową płytę, tez raczej sobie odpuścimy, gdyż nie widzę sensu robienia takowej.

 

F: Pytam również dlatego, że póki co wasza dyskografia jest dość skromna. Wiadomo, nie pali się, ale trochę trzeba się było naczekać na nowy materiał. Z czego wynika tak długa przerwa między wydawnictwami? Chęć „wypolerowania” materiału, a może zwyczajnie brak czasu?

 

W: He, he. Rzeczywiście czas leci a materiałów tyle, co nic. Składa się na to kilka czynników. Pierwszy i najpoważniejszy, to zmiany w składzie zespołu. Jeśli ktoś odchodzi, to potrzeba czasu na znalezienie następcy i opanowanie materiału. Materiał na split nagraliśmy prawie dwa lata temu. Czekając na materiał Graveland pozbyliśmy się pałkera i Mścisław przeszedł z basu na gitarę, więc zdecydowaliśmy się nagrać perkusję w nowej aranżacji z nowym perkusistą i gitary jeszcze raz do nowej perkusji. Dwa miesiące straciliśmy przez frajera z Selekta Studio z Gdańska, gdyż zobowiązał się wykonać miksy, potem przesuwał termin by na końcu nie odpisywać na maile i nie odbierać telefonu. Nie polecam! Do tego dochodzi ogranie reszty kawałków na koncerty, no i mamy 2013 rok. W tej chwili mamy zarejestrowaną w studiu perkusję na pierwszą pełną płytę, która powinna być skończona w połowie tego roku. Myślę, że na jesień 2013 będzie już dostępna w Eastside. Także powstają już nowe utwory, więc nie próżnujemy.

 

F: O, to jest doskonała informacja. Ale wracając, bardzo pozytywne wrażenie w BV robią teksty, napisane bez bardzo częstej w tym gatunku tandety, za to prezentujące pewien indywidualny styl. Może się mylę, ale na „Ogniu wilczych serc” zdają się tworzyć pewną całość. Prawda to czy moje urojenia?

 

W: Muszę cię zmartwić, ale zgłoś się do lekarza, bo masz urojenia he, he.

 

F: No cóż… Jeszcze w kontekście folkloru – nie dawno wykluło nam się Alne z Warmii, które jako jedna z nielicznych kapel postawiła na bardzo charakterystyczny, polski folklor. Zamierzacie sięgnąć w przyszłości do ludowych podań, a może nawet motywów muzycznych? A może będziecie kontynuować ścieżkę zaprezentowaną na dotychczasowych wydawnictwach?

 

W: Sięgamy cały czas, z tym, że nie słychać tego w naszej muzyce. Mamy kilka pomysłów na utwory bardziej osadzone w folklorze, ale jeszcze nie rozpoczęliśmy pracy nad nimi, więc ciężko coś w tym momencie powiedzieć.

 

F: To pytanie miało tez drugie dno. O ile na wschodzie dość naturalnym jest sięganie właśnie do folkloru, u nas ciągle można spotkać się z postrzeganiem folkloru jako „wiochy” czy „cepelii”. Co ciekawe, zdarza się to nawet osobom, które niby fascynują się przedchrześcijańską słowiańszczyzną czy wczesnym średniowieczem, a jednak kultura ludowa jest już dla nich nie do przełknięcia. Z drugiej strony mamy też próby wykorzystywania muzyki tradycyjnej jako nośnika dość niezdrowych, i raczej mało swojskich, ideologii – pewnie wiesz o czym mówię. Jakiś krótki komentarz?

 

W: Bo folklor jest po części obciachowy. Nie wszystko z niego można przeszczepić na grunt muzyki metalowej i tu nie chodzi tylko o polski folklor, bo i wschodni także. Ja na przykład nie trawie akordeonu w muzyce metalowej. To, że folklor dość mocno wpisał się w muzykę disco polo jest już dla mnie potwierdzeniem, że do metalu, jakiego ja słucham, nie bardzo pasuje, gdyż taki mariaż w większości przypadków kończy się czymś, co nazywam metal polo. Ja staram się wydobyć z folkloru te elementy najbardziej archaiczne i pierwotne, które przetrwały w nim mimo upływającego czasu, mijających pokoleń, naporu obcych wpływów (między innymi chrześcijaństwa) i dziejowej zawieruchy. Co do „niezdrowych ideologii”, to rzeczywiście u folkujących muzyków, często można spotkać lewackie poglądy, co się też przekłada na ich muzykę. Bębenki djembe, digderido obok fletu z XVIII w., liry korbowej i akordeonu, do tego jakieś skołtunione afrykańskie włosy i koszule lniane z motywami ukraińskimi i wychodzi z tego jakiś etno-fankenstein.

 

F: Ano więc właśnie… Właśnie o tym mówię. A znalazłeś ostatnio coś ciekawego na polskiej „scenie”? Możesz podzielić się swoimi inspiracjami muzycznymi?

 

W: Ostatnio to zespół Jarun, choć panowie się zarzekają, że nie są zespołem pagan to ciężko ich muzyki tak nie określać. Bardzo dobry materiał z klimatem, choć folku w czystej postaci tam nie ma. Poza tym to warte uwagi są zespoły Stworz i Pripegal, ale to już starzy wyjadacze, he, he. Brakuje mi dobrego pagan neofolku w Polsce, coś jak Krynitza czy Volkolak.

 

F: Pewnie kojarzysz wydany kilka lat temu split „Eastern Hammer”. Obiło mi się o uszy, że ma zostać wydana jego kontynuacja. W związku z tym pytanie niekonwencjonalne, i może do nieodpowiedniej osoby, ale… Czemu was tam nie było? Pasowalibyście o wiele lepiej, niż – z całym szacunkiem dla tego zespołu – choćby North. Zwłaszcza, że wschodnia strona dostarczyła dojść folkowych utworów.

 

W: Tak jak mówisz, pytanie do niewłaściwej osoby, ale znam odpowiedź na nie. Z założenia split ten miał prezentować po jednym utworze kapel zasłużonych dla Polski, Rosji i Ukrainy. W 2007 roku nie mieliśmy żadnych nagrań, nikt praktycznie nas nie znał a tym bardziej nie byliśmy zasłużoną kapelą. W drugiej edycji splitu, też raczej nas nie będzie, gdyż nadal nie mamy zbyt dużego dorobku.

 

F: Oczywiście owo pytanie było z lekkim przymrużeniem oka… Bo nie ukrywam, że dobrze byłoby was usłyszeć na tego typu wydawnictwie. No ale cóż – będziemy powoli kończyć, dlatego na koniec zostawiam miejsce na pozdrowienia, bluzgi, ewentualnie propagandę czy promocję. Ze swojej strony dziękuję za wywiad i czekam na jakieś nowe wydawnictwa!

 

W: Bluzgi pominę, wolę je przekazywać osobiście, propagandę udało mi się przemycić w odpowiedziach, a z autopromocji nigdy nie byłem dobry, więc pozostały mi pozdrowienia. Dzięki za ciekawe pytania i zainteresowanie się naszą twórczością. Chwała tym, co pozostali wierni ziemi i krwi. Sława!

 

http://folkmetal.pl/